Stosujesz anyż gwiaździsty w swojej kuchni? Dowiedz się o nim więcej!

Badian właściwy, jest znany również pod nazwą anyż gwiazdkowy lub anyż gwiaździsty. Aromatyczna przyprawa o wyjątkowym wyglądzie. Warto poznać ją lepiej i przekonać się, czy warto i w jaki sposób korzystać z niej w swojej kuchni.

Anyż gwiazdkowy – pochodzenie

Rosnące na wiecznie zielonym drzewie szyszki w kształcie gwiazd pochodzą bezpośrednio z Chin i Wietnamu, oraz innych części Azji, zwłaszcza Indii. Drzewo badian osiąga dojrzałość w wieku 6 lat i może dawać owoce mając nawet 100 lat.

Anyż gwiaździsty – cechy charakterystyczne

W każdym z ośmiu ramion anyżowej gwiazdki znajduje się jedno nasionko i tylko ta część nadaje się do spożycia. Anyż charakteryzuje się silnym zapachem i korzennym, piekącym, lekko słodkim smakiem. Ceniony nie tylko w kuchni, ale również jako ziele zobojętniające kwas solny w żołądku dzięki czemu zapobiega wystąpieniu zgagi, wzdęć i gazów.

Właściwości anyżu


Anyż gwiazdkowy jest na swój sposób faktycznie gwiazdą w świecie przypraw. Przede wszystkim na uwagę zasługuje bogactwo antyoksydantów, zwłaszcza kwercetyny, kwasu kumarynowego, tymolu, anetolu oraz kwasu kawowego. Poza tym badian zawiera również sporo witaminy C, magnezu, potasu, wapnia i żelaza.

Z punktu widzenia zdrowotnego najważniejszym związkiem chemicznym obecnym w anyżu gwiazdkowym jest jednak kwas szikimowy, stanowiący aż 7% wagi przyprawy. Pod tym względem badian jest zdecydowanym rekordzistą. Kwas szikimowy jest także głównym składnikiem aktywnym niektórych leków stosowanych podczas infekcji. Gwiaździsta przyprawa posiada również silne właściwości przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze.


Ponadto badian może pomóc w przypadku bezsenności, ponieważ wykazuje działanie uspokajające, a także przy bólach mięśni i stawów, zwłaszcza w przebiegu chorób reumatycznych czy problemów skórnych. 

Oryginalny anyż gwiazdkowy jest przyprawą bezpieczną, choć może wywoływać alergię. Olejek anyżowy z kolei nie jest również polecany kobietom w ciąży, matkom karmiącym oraz dzieciom do lat 5.

Anyż gwiaździsty – zastosowanie

Anyż gwiaździsty  szczególnie często używany jest podczas świąt jako dodatek do wszelkiego rodzaju wypieków. Równie chętnie dodaje się go do herbat,  likierów, nalewek, czy „grzańca”. Świetnie sprawdza się jako komponent do zup owocowych, kompotów,  dań kuchni hinduskiej, wietnamskiej i chińskiej, potraw słodko-kwaśnych, deserów, powideł, pierniczków czy anyżowych cukierków. Co ciekawe anyż gwiaździsty wchodzi w skład przyprawy „pięciu smaków” oraz mieszanki przypraw curry.

Zbigniew Młynarski – kim jest?

Zbigniew Młynarski – osoba z cukrzycą

Zbigniew Młynarski przez około 25 lat zmagał się z cukrzycą typu 2. Obecnie ma cukrzycę wyrównaną. Swoją walkę z cukrzycą opisał w swoim filmie: https://youtu.be/BuRLDxDphRA. Swego czasu został nawet określony przez Polskie Stowarzyszenie Diabetyków jako „przyjaciel wszystkich cukrzyków”.

❗ Zobacz filmy Zbigniewa Młynarskiego o cukrzycy:

Zbigniew Młynarski – autor koncepcji poprawiania odżywiania i twórca Programu DrDietman

W 2004 r Zbigniew Młynarski zwrócił się o poradę do prof. Stanisława Bergera – twórcy Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW oraz prof. Janusza Kellera, Kierownika Katedry Dietetyki na tymże wydziale. W toku wielu spotkań i dyskusji powstał zarys koncepcji poprawiania odżywiania poprzez uregulowanie poczucia apetytu, głodu i sytości. Prof. Berger był wtedy już na emeryturze, natomiast prof. Keller właśnie się do emerytury zbliżał i zamierzał zakończyć działalność naukową. Nie było zatem warunków do rozpracowania metody w trybie badań naukowych. Nadto potrzebny był program komputerowy, a tego typu opracowania nie były wykonywane na SGGW. Poprzestano zatem na wykorzystaniu metody do celów praktycznych. Zbigniew Młynarski opracował koncepcję programu, który został przez niego nazwany DrDietman, powierzając jego opracowanie informatyczne grupie programistów, w tym m.in. Grzegorzowi Bednarskiemu.  W dopracowaniu metody uczestniczyli lekarz Paweł Kańka i dietetyczka dr. inż. Agnieszka Starbała-Stepniewski. Nie można wskazać jednej osoby jako autora metody, chociaż największy udział przypada na prof. Janusza Kellera i Zbigniewa Młynarskiego, autora kalografu (jednego z wykresów analitycznych w Programie DrDietman). 

Zdjecie ZM 1 - Zbigniew Młynarski - kim jest?
Zbigniew Młynarski

Zbigniew Młynarski – autor książki „Jedz dobrze i nie tyj

Książka „Jedz dobrze i nie tyj” powstała z inicjatywy i namowy nieżyjącego już Profesora Janusza Kellera, będącego jedną z najwybitniejszych postaci w historii polskiej nauki o żywieniu człowieka. Pan Profesor powtarzał Zbigniewowi Młynarskiemu wielokrotnie: „opanował pan bardzo dobrze tajniki dietetyki, zdobywając wiedzę dla siebie, a nie w celu wykonywania zawodu. Patrzy pan na zasady odżywiania z innej perspektywy niż osoby parające się tym zawodowo. Jest pana obowiązkiem podzielenie się częścią swoich przemyśleń z wszystkimi osobami, które pragną wyregulować swoje poczucie apetytu, żeby móc zawsze jeść to, na co im przyjdzie ochota, a jednocześnie odżywiać się zdrowo i czerpać z jedzenia możliwie najwięcej przyjemności”.

❗ Poniżej okładka książki „Jedz dobrze i nie tyj”:

Okladka ksiazki 762x1024 - Zbigniew Młynarski - kim jest?

A tu można zobaczyć zwiastun książki „Jedz dobrze i nie tyj” 👇

Zbigniew Młynarski – twórca kanału „Jedz dobrze by Młynarski”

Na kanale na YouTube Jedz dobrze by Młynarski można się dowiedzieć jak czerpać z jedzenia możliwie najwięcej zdrowia i radości 🙂 (bez przymuszania się do czegoś i wyrzeczeń) – w tym przy cukrzycy. Oprócz Zbigniewa Młynarskiego, autorami filmów na kanale są:

  • Piotr Rutkowski – dietetyk 🍎, redaktor naczelny portalu jedzdobrze.pl
  • Aleksandra Luba-Stępińska – dietetyk 🍅, redaktor portalu jedzdobrze.pl

O węglowodanach: podział, rola, ile jeść?

Podział węglowodanów

Węglowodany to składniki odżywcze zapewniające nam energię – niezbędną do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Z 1 g węglowodanów uzyskujemy przeważnie 4 kcal energii. Węglowodany dzielimy na proste (inaczej monosacharydy) i złożone (oligo- i polisacharydy).

Wśród węglowodanów prostych warto wymienić:

  • glukozę
  • fruktozę
  • i galaktozę.

Węglowodany złożone składają się z minimum 2 cząsteczek węglowodanów prostych. Są to przede wszystkim:

  • sacharoza (składa się z glukozy i fruktozy)
  • laktoza (składa się z glukozy i galaktozy)
  • skrobia (składająca się z wielu cząsteczek glukozy)
  • i glikogen.

Fruktoza występuje głównie w owocach, sacharoza w cukrze stołowym, jako cukier dodany w żywności przetworzonej, np. słodyczach czy napojach słodzonych, a także w daktylach, laktoza w mleku i produktach mlecznych, skrobia zaś w produktach zbożowych, strączkach, ziemniakach czy marchewce. Natomiast glikogen stanowi materiał zapasowy glukozy, głównie w mięśniach i wątrobie. Jest zużywany w razie potrzeby, np. wzmożonego wysiłku fizycznego czy głodu między posiłkami.

Węglowodany dzielimy też na przyswajalne i nieprzyswajalne. Przyswajalne to te, które mogą być trawione i wchłaniane w jelicie cienkim przez organizm człowieka. Nieprzyswajalne zaś nie są trawione przez ludzi. Są tylko częściowo fermentowane w jelicie grubym, z udziałem występujących tam bakterii. Zaliczamy do nich np. błonnik czy skrobię oporną.

Co kryje etykieta?

Na etykietach produktów spożywczych spotykamy nazwy „węglowodany” a pod „w tym cukry”. „Węglowodany” na etykiecie to wszystkie węglowodany, które są metabolizowane w organizmie człowieka, łącznie z alkoholami wielowodorotlenowymi (do których zaliczamy np. ksylitol czy erytrytol). Oznaczenie „w tym cukry” na etykiecie to wszystkie mono- i disacharydy (składają się z dwóch węglowodanów prostych, np. sacharoza, laktoza), z wyłączeniem alkoholi wielowodorotlenowych.

Miniatury na YouTube jedzenie 13 1 1024x576 - O węglowodanach: podział, rola, ile jeść?

Ile jeść węglowodanów?

Spośród 3 makroskładników diety*, węglowodany są najłatwiej trawione ze względu na ich najmniej skomplikowaną strukturę. Spośród węglowodanów zaś najszybciej trawione są mono- i disacharydy. Wszystkie węglowodany są rozkładane w przewodzie pokarmowym człowieka do glukozy, i w tej postaci wchłaniane do krwiobiegu. Glukoza jest cukrem biorącym udział w przemianach metabolicznych ustroju. Jest podstawowym substratem energetycznym dla erytrocytów i mózgu. Krwinki czerwone potrzebują jej w ilości około 50 g. Mózg zaś w ilości 130 g. Jednak tą ilość możemy sobie zapewnić na drodze glukoneogenezy. Jest to proces przemiany białek lub tłuszczów do właśnie glukozy. Zachodzi w wątrobie. Można zatem wywnioskować, że człowiek dla zapewnienia prawidłowego funkcjonowania organizmu powinien dostarczać z dietą minimum 50 g węglowodanów. W tym miejscu warto powiedzieć o tym, że wiele osób – zwłaszcza z nadmierną masą ciała – decyduje się na przejście na dietę ketogeniczną.

Wracając do tematu, według Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego ilość węglowodanów w diecie może wynosić około 45% energii. Jednak zapotrzebowanie na węglowodany jest zależne m.in. od wieku, stanu fizjologicznego organizmu czy stopnia aktywności fizycznej.

Spożycie węglowodanów a stężenie glukozy we krwi

Warto wspomnieć, iż kontrola ilości węglowodanów w diecie jak i poszczególnych posiłkach jest szczególnie istotna u osób z cukrzycą. Gdyż spośród wszystkich makroskładników diety to właśnie one mają największy wpływ na stężenie glukozy we krwi. Co do stężenia glukozy we krwi, to wartości optymalne na czczo wynoszą od 70 do 99 mg/dl. Jeśli stężenie glukozy we krwi jest mniejsze jak 70 mamy do czynienia z hipoglikemią, natomiast jeśli stężenie glukozy we krwi na czczo wynosi od 100 do 125 mówimy wtedy o tzw. stanie przedcukrzycowym. Wreszcie gdy stężenie glukozy we krwi na czczo przekroczy 125 w dwóch badaniach w odstępie kilku dni, wówczas mamy do czynienia z cukrzycą typu 2.

Węglowodany a indeks glikemiczny

Jak już wcześniej wspomniałem największy wpływ na stężenie glukozy we krwi mają węglowodany. Natomiast wpływ produktów zawierających węglowodany na stężenie glukozy we krwi obrazuje tzw. indeks glikemiczny. Produkty o wysokim indeksie glikemicznym, tj. powyżej 70 powodują szybki wzrost poziomu cukru we krwi, a następnie szybki spadek. Oczywiście same w sobie. Gdy taki produkt odpowiednio zestawimy z innymi produktami – najlepiej o niskim indeksie glikemicznym – wtedy stężenie glukozy we krwi nie urośnie tak gwałtownie.

Węglowodany a odchudzanie

Teraz nieco o odchudzaniu. Niektórzy twierdzą, że tyjemy od węglowodanów. Owszem pośrednio może tak, ale bezpośrednio na pewno nie. Tyjemy bowiem, gdy ogólnie jemy za dużo. Gdy dostarczamy więcej kalorii niż rzeczywiście potrzebujemy.

Na koniec pragnę podkreślić, iż optymalna ilość węglowodanów w diecie (czyli ani za mało, ani za dużo) jest niezbędna dla dobrej energii i samopoczucia w ciągu dnia, a także dla ograniczenia ryzyka rozwoju insulinooporności i cukrzycy typu 2.

*makroskładnikami w diecie są: węglowodany, białka i tłuszcze

❗ Zobacz nasze inne wpisy:

https://mlynarski.pl/nowosci/

Kiedy nasze odżywianie jest prawidłowe?

Prawdopodobnie każdy z nas zna osoby, które jedzą dobrze. Poznajemy je po tym, że w ogóle się nie zastanawiają kiedy jeść, ile jeść, co jeść. I dlaczego należy jeść akurat to, a nie co innego. Jedzą wtedy, kiedy czują głód. Dążą do jego zaspokojenia. Zawsze sięgają po to, na co właśnie mają ochotę. Kończą posiłek jak poczują się nasyceni. Należą do osób szczupłych i stosunkowo zdrowych. Jedzenie jest dla nich przyjemnością. One odruchowo kierują się sygnałami płynącymi z ich organizmu. Czyli odczuwaniem apetytu, głodu i sytości. Korzystają też z dobrych nawyków i upodobań żywieniowych. Dlatego ich wybory żywieniowe są możliwie najkorzystniejsze. Bo przecież to właśnie ich organizm sam wie najlepiej, czego potrzebuje.

Jak na razie nauka nie podała lepszego sposobu dobierania sobie pożywienia, niż kierowanie się apetytem. 

Po czym poznać osoby, które nie jedzą dobrze?

Są osoby, które nie jedzą dobrze. Jadają coś innego, niż podpowiada im organizm. Nie słuchają go, wręcz ignorują. W zamian starają się jadać to, o czym słyszeli, że jest zdrowe. Myślą, że trzeba zaprzestać jadania produktów uznawanych za niezdrowe. W sprawie odżywiania się mają w głowie mentlik. Wręcz utracili zdolność odruchowego posługiwania się sygnałami płynącymi z organizmu. Jednak osoby te nie zawsze same to spowodowały.

Bywa, że utrata odruchu posługiwania się apetytem powstała, ponieważ dana osoba musiała jeść co innego, niż wskazywał apetyt.

Kiedy mama karmi

Zwykle o odżywianiu młodego człowieka nie decyduje on sam, lecz jego mama. Są mamy, które wiedzą, że dziecko powinno nie tylko otrzymywać z jedzenia wszystko czego potrzebuje dla odpowiedniego rozwoju. Wiedzą też, że dziecko musi mieć prawo wyboru pożywienia. Inaczej nie wykształtuje sobie odruchu dobierania pożywienia według apetytu. Są jednak takie mamy, które uważają, że same wiedzą najlepiej, co jest mu potrzebne ich dziecku. Narzucają mu określone posiłki. Nie dają mu wyboru. To niby jak ma u nich powstać odruch kierowania się apetytem. Odruch ten może nie powstać, jeśli cała rodzina wspólnie spożywa taki sam posiłek. Dla jednych może on być zgodny z apetytem, a dla innych niezgodny. Podobnie rzecz się ma, jeśli korzystamy ze stołówki, w której jest serwowane dla wszystkich jedno i to samo danie.

Co kiedy jestem na określonej diecie?

Stosowanie specjalnej diety siłą rzeczy wiąże się z jedzeniem niezgodnym z apetytem. Dlatego, jeśli już dana osoba decyduje się na określoną dietę, powinna skorzystać ze wsparcia dobrego dietetyka. Takiego, który po zakończeniu danej diety potrafi przywrócić odruch dobierania sobie pożywienia według apetytu.

Bez przejścia na odżywianie zgodne z apetytem, nawet najlepsze efekty diety ulegają zniweczeniu.

Niezgodnie z apetytem odżywiają się osoby korzystające z tzw. diet pudełkowych. Jednak dieta pudełkowa może być korzystna. Dotyczy to zwłaszcza osób, które wcześniej odżywiały się fatalnie. Dla nich dieta pudełkowa, może być sposobem na poprawienie odżywianie. Jednak z diety pudełkowej trudno się wychodzi.   

Są osoby, które nie korzystają z sygnałów płynących z organizmu. Wyrobiły u siebie sobie zdolność tłumienia głodu. Uważają, że od jedzenia się tyje. A przecież tyje się nie tyle od jedzenia, co od odżywiania się niezgodnego z potrzebami organizmu.

Przeszkody w prawidłowym odczuwaniu apetytu

Dawniej przeszkodą w prawidłowym odżywianiu był brak żywności. Obecnie mamy jej pod dostatkiem. Jednak spożywanie nowych, nieznanych dawniej produktów zawierających węglowodany szybkowchłanialne okazało się zdradliwe. U wielu osób doprowadziło do zniekształcenia poczucia apetytu. Pod wpływem głodu przychodzi on na produkty zapewniające szybką dostawę energii. Jest na tyle silny, że przysłania apetyt na produkty bogate w wiele potrzebnych składników odżywczych. Są osoby, które nieświadomie dopuściły do nadmiernego powiększania objętości swojego żołądka. Zwykle nie zdają sobie sprawy z tego, że upośledziły umiejętność korzystania z odczuwania sytości. A przecież to właśnie ono powinno zapobiegać przed przejadaniem się.

Warto wiedzieć, że utrata odruchu dobierania sobie pożywienia zgodnego z potrzebami organizmu czy umiejętności korzystania z sygnałów organizmu, nie jest bezpowrotna. I o tym, jak można ten odruch odzyskać wiedzą dietetycy z portalu Jedz dobrze.

Autor niniejszego artykułu, Zbigniew Młynarski, jest autorem książki „Jedz dobrze i nie tyj”. Więcej o niej można przeczytać tu 👉 https://mlynarski.pl/dlaczego-napisalem-te-ksiazke/

❗ Zobacz nasze inne wpisy:

Odżywianie a zdrowie

O roli jedzenia

Spośród wielu czynników mających wpływ na nasze zdrowie największe znaczenie ma odżywianie. Dlaczego? Otóż nasze ciało zostało zbudowane z tego, co zjedliśmy. Jednak, to co już istnieje, ciągle się starzeje. Trzeba zatem stale odbudowywać i regenerować swoje ciało. „Prace budowlane” w naszym organizmie nigdy nie ustają. A, żeby można było dobrze „budować”, trzeba mieć z czego, potrzebne są „materiały”. Najlepiej, żeby niczego nie brakowało, a to, co niezbędne pojawiało się na czas. I było dobrej jakości. A materiały, z których się budujemy i odbudowujemy uzyskujemy z pożywienia. Odbudowywanie tkanek czy narządów, to jednak nie wszystko. Do sprawnego działania i utrzymywania dobrego zdrowia nasz organizm potrzebuje szeregu różnych substancji. Są to, na przykład hormony, enzymy czy neuroprzekaźniki. Co istotne w większości sami je sobie wytwarzamy. W głównej mierze z tego, co zjedliśmy.

Ciało osoby, która nie kocha dobrego jedzenia, i z tego powodu nie odżywiała się dobrze, nie może być dobrze zbudowane. Jest w nim szereg usterek i mankamentów…

Co się dzieje, gdy jemy źle?

Gdy nasz organizm nie otrzymuje tego, co jest mu niezbędne, cierpi (chociaż to raczej nie boli). Mamy gorszy nastrój, nasze ciało marnieje. Widać to po cerze, zwłaszcza utracie jej sprężystości i jej nieodpowiedniej barwie. Także po skłonności do cellulitu. Paznokcie stają się łamliwe, włosy mniej lśniące, a bywa, że się rozdwajają i wypadają. Jednak najgorszym skutkiem niewłaściwego odżywiania jest wzrost podatności na szereg różnych chorób.

Skutki złego odżywiania nawarstwiają się i po latach może się okazać, że nie da się już ich usunąć.

Czego pragniemy?

Wiadomo, że zdarzenia trudne, czy wręcz niemiłe są i będą na porządku dziennym. Spotykające nas przykrości i związane z nimi stresy wymagają zatem zrównoważania czymś przyjemnym. Przykładowo, jest nam miło, gdy zostajemy czymś obdarowani. Jednak dużą przyjemność mamy wtedy, gdy spełniają się nasze pragnienia. Jedną z największych mamy wtedy, gdy ukochana osoba, chociaż nie tylko ukochana, intuicyjne wyczuwa, czego właśnie pragniemy i nam to daje. Pragniemy zwykle tego, co jest nam właśnie potrzebne. Najwięcej potrzeb naszego organizmu wiąże się z substancjami, które są nam niezbędne do życia. Konieczność unikania cierpienia związanego z ich brakiem sprawia, że potrzeba ich uzyskania staje się silnym pragnieniem.

Nasz organizm informuje nas o swojej potrzebie głodem czy apetytem. Niekiedy pragnienie czegoś jest tak silne, że mówimy: coś za nami chodzi. Czasem staje się wręcz żądzą i wtedy mówimy: zjadłbym konia z kopytami.

Po czym poznać osoby, które odżywiają się dobrze?

Są osoby, które potrafią spełniać swoje ważne pragnienia, bo odżywiają się bardzo dobrze. Jedzenie dobierają intuicyjnie, bo kierują się sygnałami organizmu, który wskazuje, czego mu aktualnie potrzeba. Sięgają więc po to, na co mają właśnie ochotę. Delektują się ulubionym smakiem. Zaspakajają głód do błogiej sytości. Są zdrowi i utrzymują szczupłą sylwetkę. Mają po prostu dobrze uregulowane odżywianie, w tym prawidłowo ustawione odczuwanie apetytu, głodu i sytości. Są też osoby, u których występują przeszkody w czerpaniu radości z jedzenia. Obawiają się, że od jedzenia się tyje albo, że to, co lubią może być szkodliwe. Nie warto tak mieć.

Chociaż znamy silniejsze doznania niż przyjemność jedzenia, to jednak nie możemy ich doświadczać tak często, jak jemy.

Nie ma wątpliwości, że najwięcej przyjemności w życiu możemy mieć właśnie z jedzenia. I chociaż nie każdy sobie to uświadamia, życie osoby, która nie potrafi kochać dobrego jedzenia, jest smutne. Bez spełnionej miłości do dobrego jedzenia na da się żyć pełnią życia. Ty też zasługujesz na to, żeby żyć pełnią życia.  Zasługujesz na to, żeby móc jeść dobrze. Zasługujesz na to, żeby mieć z jedzenia możliwie najwięcej zdrowia i radości. Wiedz, że jest to możliwe i jest w Twoim zasięgu. Bez względu na to jakie masz geny. Bez względu na Twój stan zdrowia. Bez względu na wszelkie inne uwarunkowania, które masz na myśli. Wystarczy tylko odpowiednio uregulować odżywianie, w tym zwłaszcza dobrze ustawić swoje poczucie apetytu, głodu i sytości. Jest to łatwe, a nawet bardzo proste. Trzeba tylko wiedzieć, jak się to robi. Dietetycy z portalu Jedz dobrze mogą Ci w tym pomóc.

Autor niniejszego artykułu, Zbigniew Młynarski, jest autorem książki „Jedz dobrze i nie tyj”. Więcej o niej można przeczytać tu 👉 https://mlynarski.pl/dlaczego-napisalem-te-ksiazke/

❗ Zobacz też artykuł:

Suzan Giżyńska o książce „Jedz dobrze i nie tyj”

„Witam serdecznie wszystkich, którzy chcą schudnąć, myślą o schudnięciu, próbowali wiele razy i nie dali sobie rady… Też to przechodziłam. Przegrałam walkę z własnym apetytem wiele razy 😢

Dotychczas myślałam, że człowiek wchodząc w tryb diety musi się zdecydować na walkę, jego ciało musi walczyć i musi wygrać tą walkę: ważenie się, kontrola kalorii, kontrola porcji, niesmaczne potrawy, które wciskamy w siebie myśląc tylko o nagrodzie – o szczupłej sylwetce, która nada sens naszym staraniom.

Czasami się nam udaje – efekt jest cudowny, ubrania piękne leżą, nasz wygląd zaczyna nam sprawiać przyjemność, lubimy siebie. Ale w momencie, gdy znowu trochę sobie popuścimy, zjemy coś co lubimy, co nam sprawia przyjemność powoli wracamy do naszej niechcianej formy a czasami jeszcze gorzej – tyjemy bardziej…

Czy jesteśmy skazani na niemodną pulchną sylwetkę?

Książka Pana Zbigniewa Młynarskiego tłumaczy tę kwestię. Nasz organizm jest mądry, jest wyposażony w niezwykle inteligentny system dostarczania sobie tego co potrzebuje. Wybiera więc jedzenie. Jedząc to czego nie lubimy, zmuszamy ten precyzyjny, inteligentny system, do rygoru który ma go złamać. Tracimy zaufanie do siebie i do tego co my sami sobie dajemy. To się nie może udać.

Książka „Jedz dobrze i nie tyj” dała mi wolność. Tak wolność – gdyż zaproponowała przyjemność z chudnięcia i nauczyła szacunku do tego co nam daje jedzenie i co wybieram do jedzenia, co lubię. A jako kobieta lubię przyjemności, lubię doznania – są one ważną częścią w moim życiu. Lubię estetykę jedzenia, kocham harmonię i egzotykę łączenia smaków – sama dobrze gotuję. Jedzenie to jedna z tych rzeczy, które mnie spełniają; przypominają, że żyjemy po to by było nam dobrze.

Odebranie mi tego wszystkiego było tak męczące, że zawsze kończyło się porzuceniem następnej diety pudełkowej. Szczerze mówiąc, gdy „pudelka” czekały na mnie na schodach rano to miałam uczucie wielkiej kary za to, że wcześniej byłam taka szczęśliwa jedząc dobre rzeczy. Raz nawet udałam, że dieta pudełkowa dzisiaj nie dotarła i zamknęłam drzwi przed stojącym zestawem posiłków na cały dzień. Zrobiłam sobie pyszne śniadanie i byłam szczęśliwa. Teraz wiem, że był to mój instynkt samozachowawczy a nie słabość!

Po przeczytaniu książki pana Młynarskiego zmieniłam się

Jem tak jak lubię i chudnę:) Znowu cieszę się smakiem, spełniam się w gotowaniu, pieczeniu i eksperymentowaniu. Nauczyłam się żyć w zgodzie z tym co chce moje ciało i jak chcę wyglądać. Korzystam z wiedzy zawartej w książce na wielu poziomach.

Odkryłam związek pomiędzy jedzeniem a potrzebami emocjonalnymi. Nauczyłam się więc o nie dbać. Jako mama dawałam też z siebie za dużo a jedzenie miało mi to potem wynagrodzić. Teraz stawiam granice i dbam o siebie tak jak o dzieci.

Książka już na wstępie „kazała” mi jeść to – co lubię – to był przełom.
Nie lubię się do niczego zmuszać i zgadzam się z tym, że sami dobrze wiemy co jest dla nas dobre, czasami tylko potrzebujemy kilku wskazówek, żeby odnieść sukces.
W tym przypadku sukces związany z odchudzaniem.

Dziękuję za tę genialną książkę i bardzo polecam!”

Suzan Giżyńska 

*Notka o autorze powyższej recenzji:
Suzan Giżyńska – reżyser, psychoterapeuta, autorka i współautorka książek psychologicznych (Seria dla Zwierciadła: „Instrukcja Obsługi”, „Jak się nie rozstać?”, „Mam faceta i mam problem” i wiele innych).