Suzan Giżyńska o książce  Jedz dobrze i nie tyj  1 - Suzan Giżyńska o książce „Jedz dobrze i nie tyj”

Suzan Giżyńska o książce „Jedz dobrze i nie tyj”

„Witam serdecznie wszystkich, którzy chcą schudnąć, myślą o schudnięciu, próbowali wiele razy i nie dali sobie rady… Też to przechodziłam. Przegrałam walkę z własnym apetytem wiele razy.

Dotychczas myślałam, że człowiek wchodząc w tryb diety musi się zdecydować na walkę, jego ciało musi walczyć i musi wygrać tą walkę: ważenie się, kontrola kalorii, kontrola porcji, niesmaczne potrawy, które wciskamy w siebie myśląc tylko o nagrodzie – o szczupłej sylwetce, która nada sens naszym staraniom.

Czasami się nam udaje – efekt jest cudowny, ubrania piękne leżą, nasz wygląd zaczyna nam sprawiać przyjemność, lubimy siebie. Ale w momencie, gdy znowu trochę sobie popuścimy, zjemy coś co lubimy, co nam sprawia przyjemność powoli wracamy do naszej niechcianej formy a czasami jeszcze gorzej – tyjemy bardziej…

Dlaczego tak jest? Czy jesteśmy skazani na niemodną pulchną sylwetkę?

Książka Pana Zbigniewa Młynarskiego tłumaczy tę kwestię. Nasz organizm jest mądry, jest wyposażony w niezwykle inteligentny system dostarczania sobie tego co potrzebuje. Wybiera więc jedzenie. Jedząc to czego nie lubimy, zmuszamy ten precyzyjny, inteligentny system, do rygoru który ma go złamać. Tracimy zaufanie do siebie i do tego co my sami sobie dajemy. To się nie może udać.

Książka „Jedz dobrze i nie tyj” dała mi wolność.

Tak wolność – gdyż zaproponowała przyjemność z chudnięcia i nauczyła szacunku do tego co nam daje jedzenie i co wybieram do jedzenia, co lubię. A jako kobieta lubię przyjemności, lubię doznania – są one ważną częścią w moim życiu. Lubię estetykę jedzenia, kocham harmonię i egzotykę łączenia smaków – sama dobrze gotuję. Jedzenie to jedna z tych rzeczy, które mnie spełniają; przypominają, że żyjemy po to by było nam dobrze.

Odebranie mi tego wszystkiego było tak męczące, że zawsze kończyło się porzuceniem następnej diety pudełkowej. Szczerze mówiąc, gdy „pudelka” czekały na mnie na schodach rano to miałam uczucie wielkiej kary za to, że wcześniej byłam taka szczęśliwa jedząc dobre rzeczy. Raz nawet udałam, że dieta pudełkowa dzisiaj nie dotarła i zamknęłam drzwi przed stojącym zestawem posiłków na cały dzień. Zrobiłam sobie pyszne śniadanie i byłam szczęśliwa. Teraz wiem, że był to mój instynkt samozachowawczy a nie słabość!

Po przeczytaniu książki pana Młynarskiego zmieniłam się.

Jem tak jak lubię i chudnę:)

Znowu cieszę się smakiem, spełniam się w gotowaniu, pieczeniu i eksperymentowaniu.
Nauczyłam się żyć w zgodzie z tym co chce moje ciało i jak chcę wyglądać.
Korzystam z wiedzy zawartej w książce na wielu poziomach.

Odkryłam związek pomiędzy jedzeniem a potrzebami emocjonalnymi. Nauczyłam się więc o nie dbać. Jako mama dawałam też z siebie za dużo a jedzenie miało mi to potem wynagrodzić. Teraz stawiam granice i dbam o siebie tak jak o dzieci.

Książka już na wstępie kazała mi jeść to – co lubię – to był przełom.
Nie lubię się do niczego zmuszać i zgadzam się z tym, że sami dobrze wiemy co jest dla nas dobre, czasami tylko potrzebujemy kilku wskazówek, żeby odnieść sukces.
W tym przypadku sukces związany z odchudzaniem.

Dziękuję za tę genialną książkę i bardzo polecam!”

Suzan Giżyńska 

Notka o autorze powyższej recenzji:
Suzan Giżyńska, reżyser, psychoterapeuta, autorka i współautorka książek psychologicznych (Seria dla Zwierciadła: „Instrukcja Obsługi”, „Jak się nie rozstać?”, „Mam faceta i mam problem” i wiele innych. Tarocistka i Wróżka. (www.suzan.com.pl)